Biało-czerwony terror

W cudzysłowach wypowiedzi Marcina K. z protokołu postępowania przygotowawczego oraz zeznań z rozprawy sprawa numer III K 60 2016 III Wydział Sądu Okręgowego w Legnicy.

Marcin - szczupły, opanowany wręcz spokojny. Marcin - „egocentryk, skoncentrowany na sobie, brak empatii, skłonność do instrumentalnego traktowania ludzi, płytkość uczuć (…)”



“Ja się wtedy zastanowiłem że chuj, muszę tam wejść i zobaczyć tych ludzi.”
Traf. Z pęku kluczy pasował już trzeci. Chwilę patrzył na śpiących. Decyzję podjął, gdy patrzył. Poszedł do siebie po młotek. Nie miał daleko, parę minut piechotą.
Pierwszy był pan Franciszek. Stał obok łóżka. Obudził go odgłos otwieranych drzwi. Dostał cios w głowę. Z całej siły. Młotkiem. Osunął się. Jeszcze żył. Hałas wyrwał ze snu jego żonę. W pokoju obok pani Helena podnosiła się z łóżka. Uderzył ją tak samo: z całej siły, w głowę, tym samym młotkiem.
„Jestem budowlańcem i młotek mi pasuje. “
Usłyszał charczenie z pokoju pana Franciszka. Wrócił. Uderzył jeszcze 11 razy. Tam gdzie za pierwszym razem - w głowę. Przebił czaszkę. Młotek wszedł w mózg po trzonek.
“Trochę podziabałem i od razu poszła krew”.
Nie pamięta czy wrócił do pokoju pani Heleny. Zgon na miejscu. Otrzymała 6 uderzeń.
“Walczyłem o to, żeby oni jak najszybciej umarli”.
Wrócił do siebie. Pozbył się młotka. Spalił rękawiczki.
Legnica. Ul Oświęcimska, 1 luty2015. Pan Franciszek w chwili śmierci miał 84 lata. Pani Halina 86. Emeryci. Niezamożni. Motyw rabunkowy wykluczony. Z mieszkania nic nie zginęło. Sprawca nieustalony. Do czasu.
Legnica ul. Głogowska 27 sierpnia tego samego roku. Czwartkowe popołudnie. Marcin K. wynajął się do remontu. Wychodzi z mieszkania pani Elżbiety po wiertarkę. Mijają się w drzwiach.
„Pani Ela była tego dnia jakaś taka zdenerwowana.(…) Potem użyła jakiś dziwnych słów. Nie pamiętam ich. Nie używam takich słów. Nie potrafię ich powtórzyć. Dotarł do mnie jednak ich sens. Było to coś w rodzaju, jakby chciała mnie, kurwa, obrazić, albo co, kurwa, urazić”.
Panią Elżbietę (60 l.) uderzył 31 razy. Wszystkie ciosy w głowę. Młotkiem. Różnymi częściami młotka. Z pokoju obok doszedł go głos zaniepokojonego męża. Mirosław, starszy człowiek, 63 lata, niepełnosprawny - przykuty do łóżka. Marcin uderza tym samym młotkiem w głowę. Wielokrotnie. Potem krąży pomiędzy konającymi. Bierze do ręki nóż kuchenny. Usiłuje przeciąć tętnice. Pani Elżbieta umiera po 31 uderzeniach i ciosach nożem. Pan Mirosław po 15.
„Wszystkie cztery ofiary zginęły natychmiast i nieświadome”
Zjadł ciastko. Wyszedł. Kupił piwo. Poszedł odwiedzić znajomą.
„Przyszedł do mnie pożyczyć pieniądze. Rozmawialiśmy, słuchaliśmy muzyki.”
W sądzie:
„Była dla mnie dobra aż do przesady.” „Częstowała obiadem, dawała słodkie bułki, kawę”
“Słowa, jakie wypowiedziała pod adresem mojego ojca, zmieniły to wszystko. Ona obraziła mojego ojca wymieniając jego imię i nazwisko, jak również ludzi, którzy w ciężkich czasach walczyli o wolność. Obraziła patriotów”.
“Jeśli chodzi o zdarzenie na ul. Oświęcimskiej w Legnicy to ta sytuacja ma swoje podłoże w czasach, kiedy byłem jeszcze małym dzieckiem. Mój ojciec był żołnierzem w jednostce w Legnicy. Ja od małego dziecka zafascynowany byłem wojskiem. Zawsze chodziłem z ojcem na imprezy wojskowe.  Ja byłem wychowany w duchu patriotycznym, ale nikt mnie tak nie wychowywał – ja się po prostu taki urodziłem.”
„Ja wiem, że nasza ojczyzna miała różne ciężkie czasy.  Jak byliśmy pod zaborami czy okupacją, byli ludzie, którzy są patriotami, i tacy, którzy nimi nie są. Wiedziałem, że w czasach PRL-u było wielu wspaniałych Polaków. Niesprawiedliwe jest to, że żyją jeszcze ludzie, którzy doprowadzili do tragedii niejednej rodziny w Polsce. Powodzi im się dobrze i nie spotkała ich za to żadna kara.
Ja wiedziałem, że są jeszcze takie dwie osoby, które nie poniosły konsekwencji. Że one plują w twarz pomnikowi Polski Walczącej.  (…) Gdy minął rok od śmierci ojca, postanowiłem, że muszę coś z tym zrobić. (…)  Ja wiedziałem to po swojemu, jako żołnierz w duszy, że to są zdrajcy narodu. (…) W związku z tym zabiłem dwoje ludzi” 
(…) Ja zabiłem tych ludzi, bo zdradzili Polskę i Polaków. Bo taka jest moja żołnierska dusza. Przy okazji spełniłem wolę ojca. Nikt mi nie kazał zabijać, ale za jego cierpienie… On był patriotą.”
“Zabiłem tych K., bo to była egzekucja. To są zdrajcy. Oni zdradzili ten naród. Jak byliśmy w ciężkich czasach pod okupacją radziecką, to oni byli po drugiej stronie. Oni byli za komunistami. Ja ich nie znam z tamtych czasów. Wiem o ich postawie z opowieści mojego ojca (….). Mój tato osobiście z ich strony niczego złego nie doznał, ale opowiadał mi ogólnie o ich złej postawie. Nie wiem, co K. dokładnie mieli robić przeciwko Polakom, bo to jest tajne, Ja dokonałem na nich egzekucji. To chyba ja sam wydałem na nich wyrok.  Wiedziałem,  gdzie oni mieszkają, Ojciec pokazywał mi okna ich mieszkania. Mówił, że tam mieszkają zdrajcy (…) W dniu rocznicy śmierci mojego taty przyszła mi do głowy myśl, żeby wykonać na nich wyrok.(…)“.
„Gdybym ich nie chciał zabić, to pewnie bym tego nie zrobił.”
„- Czy przyznaje się pan do winy?
- Tak. Chciałem tylko dodać, że wszystkie z czterech ofiar zginęły natychmiast i nieświadomie”.

Marcin K. lat 38. w pełni poczytalny. Wyrok dożywotnie więzienie. Nie okazał skruchy w trakcie rozprawy.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...