Dlaczego uchodźcy zagrażają naszej wolności

Kwestia uchodźców rozpala umysły i serca Polaków do granic. Obie strony sporu posądzają się wzajemnie o najgorsze intencje w tej sprawie. Lewica zarzuca prawicy bezduszność i brak zasad. Prawica zarzuca lewicy realizację tajnego planu zniszczenia europejskiej kultury i tradycyjnych państw narodowych poprzez rozpuszczenie ich w zalewie muzułmanów, którzy zdominują Europę. Temperatura sporu wzrasta. Szans na porozumienie nie ma. Obie strony używają kompletnie nieracjonalnych argumentów, najczęściej nie trafiających do adresatów. Obie strony posługują się w sporze przekonaniami dalekimi od faktów. A jest to najpoważniejsza kwestia polskiej polityki. Kwestia, której rozstrzygnięcie może przesądzić o przyszłości kraju.

Fakty
Na początek garść faktów. W formie maksymalnie skróconej i w najwyższym stopniu dalekiej od wartościowania. W obecnym kryzysie emigracyjnym do Europy dostało się 1,6 miliona imigrantów głównie z krajów muzułmańskich. Są to przybysze z Bliskiego Wschodu, z Afryki Subsaharyjskiej, z Afganistanu. Z tej liczby około 600 tys. zostało uznanych za uchodźców. Milion uznano za emigrantów ekonomicznych i jako takim odmówiono udzielenia azylu w Europie. Blisko połowa z nich została skutecznie odesłana do krajów zamieszkania lub obozów w krajach sąsiadujących, reszta jest nieuchwytna bo rozpierzchła się w strefie Shengen. Łącznie na skutek ekonomicznych, na przykład głodu, lub politycznych – wojen domowych, w ostatnich latach swoje ojczyzny opuściło 15,5 ml. Ludzi 2 2014 roku i 18 ml. Rok później.


Zdecydowana większość z nich przebywa w obozach w Jordanii – 2,7 ml, Turcji – 2,5 ml, Libanie – 1,5 ml, Pakistanie – 1,6 ml, Iranie – 1 ml, Etiopia 0,8 ml, Kenia i Uganda, Kongo i Czad po blisko 0,5 ml każdy. Kraje te goszczą ok. połowy całej populacji uchodźców. Katastrofa humanitarna na Bliskim Wschodzie została wywołana upadkiem państw rządzonych przez autorytarnych tyranów jak Muammar Kadafi w Libii, Baszszar al-Asad w Syrii czy Saddam Hussein w Iraku. Pierwszą kostką domina był Irak zaatakowany skutecznie przez USA i pokonany w tak zwanej drugiej wojnie w Zatoce. Interwencja w Iraku została poparta przez część sojuszników z NATO w tym Polskę, część z nich ostro przeciw niej protestowała na przykład Niemcy czy Francja. Upadek państwa Irackiego stworzył warunki i przestrzeń do rozwoju grup terrorystycznych, które przekształciły się w ISIS i ogłosiły powstanie państwa islamskiego kalifatu.

W 2015 Angela Merkel w obliczu fali uchodźców, którzy przedostali się do Europy szlakiem bałkańskim i śródziemnomorskim, głównie do Grecji i Włoch, ogłosiła gotowość przyjęcia przez Niemcy każdego uchodźcy. Deklaracja ta zachęciła kolejnych imigrantów do podjęcia ryzyka i wysiłku przedostania się do Europy.

Przekonania
Praktycznie każdy aspekt tej kwestii oceniany jest odwrotnie przez przeciwne strony toczonego wokół imigrantów sporu. Zwolennicy przyjmowania uchodźców/emigrantów w Polsce, utrzymują, że zdecydowana większość z nich to uchodźcy wojenni szukający w Europie schronienia i pomocy. Ich przeciwnicy twierdzą, że jest wręcz odwrotnie, zdecydowana większość to emigranci ekonomiczni szukający perspektywy lepszego życia. Jedni, jak Papież a za nim Kościół, odwołują się do sumienia Europejczyków i wartości chrześcijańskich wykazując, że pomoc jest obowiązkiem bezpiecznych i bogatych Europejczyków. Drudzy widzą w przybyszach oszustów, którzy chcą osiedlić się w Europie, by korzystać z jej dobrodziejstw opieki społecznej. Pierwsi zarzucają drugim skrajny cynizm drudzy pierwszym naiwność. Ten spór nigdy się nie skończy, bo oparty jest na osobistym zestawie wartości i głębokich światopoglądach. Pytanie kim są w istocie uchodźcy/emigranci nie dotyczy faktów lecz przekonań a kwestia, czy należy, czy też nie należy im pomagać, to sfera wartości, z definicji nienegocjowana.

Moim zdaniem, jak każdy spór ideologiczny i ten jest jałowy. Co więcej, dla sytuacji w Polsce rozstrzygnięcie tego, kto w tym sporze ma rację, nie ma kompletnie znaczenia. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że niezależnie od tego kim są imigranci i w jakim celu przybyli do Europy, oni tutaj są i to jest fakt, z którym trzeba się pogodzić niezależnie od przekonań politycznych. Po drugie postulat, że najskuteczniej pomagać imigrantom w miejscu ich zamieszkania, bądź w pierwszym kraju emigracji, jest całkowicie słuszny, tyle że nie dotyczy polskiego problemu, bo polski rząd prowadzi spór z Brukselą o imigrantów, którzy już w Europie są, a nie o tych, których tu jeszcze nie ma. W kwestii tych drugich sporu nie ma. Wszak jednym z architektów porozumienia pomiędzy Turcją i Unią Europejską był Donald Tusk. Realizacja tego porozumienia powstrzymała falę .. migrantów w tureckich granicach. Po trzecie nikt w Europie nie ma wątpliwości, że migracje należy ograniczyć do minimum, bo jest ona szkodliwa i dla krajów przyjmujących imigrantów i dla tych, z których pochodzą, ale najbardziej niebezpieczna jest dla nich samych. Duża ich część ginie po drodze, większość traci dorobek całego życia. Po czwarte wszyscy, niezależnie od wizji świata, zgadzamy się, że wzburzona fala emigracji, z którą mamy do czynienia, to dopiero początek. Wyż demograficzny, klęska głodu, upadek państwowości, nędza, wojny wewnętrzne, brak wody, zmiany klimatu będą potęgować problem w przyszłości.

Zamiast toczyć jałowy spór się o przeszłość porozmawiajmy o teraźniejszości. Zamiast przerzucać się przekonaniami, porozmawiajmy o faktach. Jak nie dopuścić do dalszej migracji? Czy państwa ościenne wytrzymają narastające fale migracji? Ile jeszcze jest w stanie przyjąć Liban gdzie co piąty mieszkaniec jest uchodźcą (wskaźnik 70 razy wyższy niż w Niemczech)? Co zrobić by zwiększyć te możliwości? Czy uszczelnienie granic całego kontynentu jest realne? Czy zasadne jest powołanie unijnej służby granicznej? Bardzo łatwo przyszło nam wywołać wojnę na Bliskim Wschodzie jak chcemy ją zakończyć? Kto? Kiedy? Jakimi siłami? Czy my, jako Europa, mamy plan odbudowy gospodarek tego regionu? Czy jesteśmy w stanie przejść od leczenia objawów poprzez stawianie zasieków i murów do leczenia przyczyn w postaci wyciągnięcia dziesiątków milionów ludzi z nędzy, głodu i wojen?

W dyskusji o emigrantach, lub jak ktoś chce, uchodźcach te wszystkie pytania nie padają. Nie padają, bo są trudne i nie ma na nie prostych odpowiedzi. Odpowiedzi tak jednoznacznych i prostych, jak stanowisko premiera naszego rządu głoszące, że nie przyjmiemy żadnego emigranta. To stanowisko obliczone jedynie na użytek wewnętrzny. Niestety, wobec stanowczego stanowiska Beaty Szydło emigranci z Europy nie znikną. Jeśli utożsamiamy emigrację/uchodźców z terrorystami, a taki obraz maluje przy każdej okazji Mariusz Błaszczak. Po zamachu w Nicei mówił „To jest konsekwencja polityki multi-kulti, polityki poprawności politycznej” „Przyjmowanie uchodźców zaprowadzi Polskę do katastrofy społecznej” i tak dalej.

Jeśli Europa jest na skraju społecznej, kulturowej katastrofy zagrażającej bezpieczeństwu jej mieszkańców to logiczną konsekwencją takiej diagnozy powinno być wystąpienie Polski ze strefy Shengen. Otwarte granice przy setkach tysięcy błąkających się po Europie potencjalnych zamachowcach to śmiertelne niebezpieczeństwo. Jeśli dodamy do tego fakt, że zdecydowaną większość dotychczasowych terrorystów ISIS stanowili obywatele UE – Francji, Belgii, Wielkiej Brytanii to wniosek może być tylko jeden – polskie granice należy szczelnie zamknąć. Pomoc dla uchodźców/emigrantów de facto nie jest skierowana pod ich adresem.

Unia Europejska domaga się pomocy dla Greków, Włochów, Maltańczyków, Węgrów w rozwiązaniu problemu, któremu nie są winni. To w granicach ich państw najwięcej jest uchodźców i nie jest to spowodowane otwarciem granic ani zaproszeniem do składania wniosków o azyl. Celem realokacji jest rozwiązanie problemów państw granicznych: Grecji, Włoch, Malty, Węgier a nie Niemiec. Kwoty dotyczą przesiedleńców z ich terytoriów. Dlatego odmowa przyjęcia symbolicznej liczby 7 tysięcy będzie potraktowana przez pozostałe kraje Unii jako skrajny objaw braku solidarności. Bardzo prawdopodobne, że w ramach retorsji pozostałe kraje wspólnoty odmówią finansowania funduszy strukturalnych, których Polska była głównym beneficjentem. Zaprzepaścimy w ten sposób naszą cywilizacyjną szansę wielkiej polskiej modernizacji. Te pieniądze to nie tylko tory , drogi i słynne Pendolino, ale przede wszystkim chodniki, wodociągi, kanalizacje i tysiące drobnych projektów lokalnych, dzięki którym Polska wygląda diametralnie inaczej niż jeszcze 10 lat temu.

Fundusze strukturalne to wielka cywilizacyjna szansa dla Polski. To nasz spóźniony o 70 lat Plan Marshalla. Wszystko wskazuje na to, że chcemy z niego zrezygnować. W ostatnich badaniach CBOS 70% Polaków jest przeciwnych przyjmowaniu jakichkolwiek emigrantów a 65% podtrzymuje to stanowisko, nawet gdyby oznaczało to utratę funduszy z Unii Europejskiej. Te pieniądze to przecież 55 miliardów złotych rocznie. To dwa razy więcej niż cały program 500+. Przecież taka decyzja oznacza rozwojowy zastój Polski jako kraju na dziesiątki lat. Obniżenie wieku emerytalnego i program 500+ to wydatki, na które nas nie stać. To pieniądze wydawane na kredyt.

Podstawowym pro rozwojowym, inwestycyjnym źródłem wzrostu Polski jako kraju były i nadal są fundusze strukturalne. Co będzie gdy ich zabraknie? Odpowiedź może być tylko jedna - z prorozwojowego programu zostanie jedynie marzenie, a Polska pogrąży się w trwającym wiele dziesięcioleci stagnacji.

I to nie jest koniec złych wieści. Jedynie budżet trzyma rząd Prawa i Sprawiedliwości w Unii Europejskiej. Przecież nie są to europejskie wartości, solidarność ani demokratyczne normy państwa prawa. Jeśli już dziś 65% Polaków jest skłonnych zrezygnować z funduszy strukturalnych ile z nich jutro zrezygnuje z członkostwa Polski w Unii Europejskiej byleby nie musieć przyjmować garstki imigrantów? To, że w interesie Jarosława Kaczyńskiego jest posiadanie wolnej ręki w tej kwestii nie wątpię. Jedynie gorące poparcie Polaków dla Unii powstrzymuje go od gróźb zerwania więzów. Do tej pory argumenty o polskiej niezawisłości, wstawaniu z kolan nie były w stanie zmienić entuzjastycznego poparcia Polaków dla Europy.

Ale co się stanie gdy Europa się na nas obrazi i znikną pieniądze? Kto będzie temu winien? Łatwo będzie wskazać winnego w kraju wiecznie pokrzywdzonych. Będziemy takimi samymi euroentuzjastami dzieląc wyłącznie wartości? Nie sądzę. Rząd PiS dobrze wyczuł, zdiagnozował i wykorzystał nastroje społeczne. Rezerwuar poparcia wywołanego programami socjalnymi w tym sztandarowym 500+ wyczerpał się. Notowania partii zaczęły iść w dół. Rezerwuar strachu przed terroryzmem, przed obcymi zabijającymi polskie dzieci i gwałcącymi polskie kobiety jest niewyczerpalny. I dlatego nagły anty europejski zwrot, stąd ta niebywale agresywna antyimigrancka retoryka. PiS postanowił poszerzyć swój 30% elektorat na 70% poparcia antyimigrancko nastawionych Polaków, których będzie jedynym obrońcą. Przy okazji upiecze też drugą pieczeń – konflikt o przestrzeganie zasad państwa prawa, trójpodziału władzy i europejskich reguł i wartości zostanie przedstawiony jako walka o bezpieczeństwo Polaków przed obcym. Walka, w której to Unia jest agresorem.

Kaczyński w ten sposób pozbędzie się uciążliwego spętania własnej władzy przez widzimisię Brukseli. Skoro nie będzie już pieniędzy z Unii, skoro Polacy o to rządu winić nie będą, co nas jeszcze z Europą będzie łączyć? Problemy z uchodźcami! Kwestia uchodźców, to otwarcie drzwi do wyjścia z Unii Europejskiej, opuszczenia instytucji pozostającej jedyną granicą władzy Jarosława Kaczyńskiego. Budzenie lęku przed obcym, propaganda oblężonej twierdzy wraz z przekonaniem o własnej moralnej wyższości i wiecznemu zagrożeniu to sprawdzony przepis na autorytaryzm. I ten przepis Kaczyński z pełną świadomością realizuje. Do tej pory obóz demokratyczny miał jedną nadzieję – Polacy nigdy nie zgodą się na wyjście z Unii Europejskiej. Ta nadzieja właśnie rozpływa się we mgle. Dzisiaj lekką ręką rezygnujemy z unijnych funduszy jutro zrezygnujemy z członkostwa. Polacy wyprowadzą się z Unii sami i to jest cel polityki antyemigracyjnej PiS. Emigranci są jedynie pretekstem.

Niech akt podarcia Europejskiej flagi na sali sejmowej przez posła dziecięcego sejmu będzie dla nas wszystkich ostrzeżeniem. Dla prawicy tak samo jak lewicy. Począwszy od bohaterów licznych polskich powstań, walki o niepodległość, państwa podziemnego, przez żołnierzy wyklętych i ruch Solidarności podstawowym celem patriotycznie myślących Polaków było przyłączenie ojczyzny do zachodu. Z POWROTEM. Dzisiaj coraz szybciej zmierzamy w przeciwnym kierunku. W stronę otwartych i czułych objęć Władimira Putina. Polska bez Unii Europejskiej nie ma racji bytu. Rozumiem, że Jarosław Kaczyński jest w stanie położyć na szali całą naszą przyszłość i marzenia pokoleń patriotów dla doraźnych potrzeb swej władzy. Nie rozumiem Polaków, którzy ze strachu przed garstką emigrantów, z których i tak większość z nami nie zostanie bo wyemigruje dalej do bardziej zamożnych krajów UE, są w stanie rzucić się w historyczną przepaść. Niezależnie czy uważasz ich za uchodźców czy emigrantów.

Niezależnie czy się ich boisz czy chcesz im pomagać. Niezależnie od tego czy wiara i tradycja czy rozum i przyszłość są twoimi życiowymi kierunkowskazami stań na moment, pomyśl, nie rzucaj się w przepaść. Odrzuć emocje, lęki, wartości. Pomyśl na zimno. Wiem, że nie leży to w Twojej naturze ale postaraj się, warto. Uwolnij się od przekonań i sądów, pomyśl wyłącznie w kategoriach swojego własnego interesu. Jeśli znowu stracimy swą wolność i to z tak błahego powodu, potwierdzimy najgorsze stereotypy o nas samych – umiemy pięknie ginąć za wolność ale nie umiemy się nią cieszyć. Nie zasługujemy na niepodległe państwo. I nie dlatego, że jesteśmy za mało przedsiębiorczy, lub za mało zaradni czy odważni lecz dlatego, że jesteśmy zbyt głupi. Ale ta refleksja przyjdzie jak zwykle za późno.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...