O autorze
Socjolog, przedsiębiorca, inwestor, publicysta, komentator rynku mediów i aktualnych kwestii społecznych.

Prezes domu mediowego OMD, a także jeden z założycieli SMG/KRC Poland (dziś Millward Brawn), największej w Polsce agencji badań rynkowych.

Otrzymał liczne nagrody i wyróżnienia rynku reklamy między innymi "Lidera 10-lecia rynku reklamy" przyznany przez miesięcznik Businessman. Juror w międzynarodowych konkursach reklamowych: Goldendrum 2005 w Portoroż i Dubai Lynx 2008. Laureat 5 wyróżnień i nagrody głównej Złotego Lwa w Międzynarodowym Konkursie Reklamowym w Cannes.

Prowadzi fundację pomocy dzieciom Kółko Graniaste.

Jakub Bierzyński ukończył Uniwersytet Warszawski, Wydział Socjologii. Pracował jako asystent nauczając statystyki, metodologii badań społecznych, analiz komputerowych i metod badań rynkowych (1990 - 1992). Stypendysta Fullbrighta na Univesity of California Berkeley.

Podatek przychodowy - niedźwiedzia przysługa

Od wielu lat Centrum Adama Smitha oraz Związek Przedsiębiorców i Pracodawców intensywnie lobbują za wprowadzeniem podatku przychodowego w miejsce CIT – Corporate Income Tax, czyli podatku od zysków, płaconego przez firmy. Podatek przychodowy od działalności gospodarczej, jak mówił podczas prezentacji pomysłu Mariusz Pawlak z ZPP, wynosiłby średnio 3,9 proc., choć stawka dla różnych podmiotów wahałaby się między 1,5 proc. a 15 proc w przypadku działalności gospodarczej osób fizycznej i 1,49% w przypadku osób prawnych czyli spółek.

Do tej pory pomysł wydawał się dość egzotyczny i poza wąskim kręgiem promujących go działaczy ZPP i Centrum Adama Smitha nie budził zainteresowania szerszego kręgu ekonomistów, polityków i przedsiębiorców. Coś ostatnio w tej materii się zmieniło. Na IX Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach odbył się panel „Od lokalnej firmy do globalnego biznesu”. W trakcie tego panelu pomysł podatku przychodowego pojawił się dwukrotnie. Raz bardzo mocno promowany przez pana posła Marka Jakubiaka – Kukiz 15, drugi raz propozycja ta padła z ust Krzysztofa Pawińskiego prezesa polskiej grupy Maspex. Wydaje się, że o tej propozycji mówi się w coraz szerszych kręgach polskiego biznesu i polityki.



Warto się nad kwestią podatku przychodowego pochylić tym bardziej, że jego promocja ostatnio nabrała tempa. W tym tygodniu Tomasz Wróblewski z Warsaw Enterprise Institute zaprezentował wyniki badań przeprowadzonych na zlecenie ZPP wśród przedsiębiorców. Wyniki nie trudno przewidzieć – polski system podatkowy został oceniony jako nieprzejrzysty i uciążliwy a postulat jego zmiany spotyka się z powszechną aprobatą przedsiębiorców. Panaceum na całe zło ma być, według Wróblewskiego, właśnie podatek przychodowy.

Jego powołują się na fakt, iż CIT jest podatkiem stosunkowo kosztownym. Kosztownym dla przedsiębiorców – wypełnianie deklaracji podatkowych co miesiąc zajmuje im bardzo dużo czasu. Wypełnianie wszystkich obowiązujących deklaracji podatkowych zajmuje średnio prawie 300 godzin rocznie i jest jednym z najwyższych wyników na świecie. Jest to także podatek bardzo kosztowny w egzekucji. Przy wpływach do budżetu w wysokości 26 miliardów, CIT jest najmniej efektywnym podatkiem zbieranym przez państwo. Sytuację jeszcze bardziej komplikuje fakt, że CIT jest podatkiem, który międzynarodowe korporacje stosunkowo łatwo mogą ominąć. Powszechnie znany jest przykład firmy Apple, która ciesząc się z preferencyjnej indywidualnej stawiki podatkowej przyznanej przez rząd Irlandii, unikała opodatkowania tym podatkiem w pozostałych krajach Unii Europejskiej. Skala szkód wniosła 13 miliardów euro w latach 203 - 2014. A przecież Apple w Irlandii to wierzchołek góry lodowej. Większość międzynarodowych korporacji działających w Europie, także w Polsce, stosuje „optymalizację podatkową” korzystając z tradycyjnych lub inteligentnych rajów podatkowych w Europie lub poza nią.

Walka z tym procederem jest kosztowna, skomplikowana i przynosi bardzo skromne efekty. Przeciwnicy CIT słusznie wskazują na fakt, iż szkody wyrządzane przez unikanie jego uiszczania są znacznie wyższe niż po prostu uszczuplanie budżetu. Unikanie podatków przez pewien typ przedsiębiorstw – w tym przypadku międzynarodowe korporacje – powoduje powstanie nierównowagi rynkowej. Niesłusznie uprzywilejowane firmy, które nie muszą płacić podatków, są w sposób nieuzasadniony uprzywilejowane i zyskują długofalową kosztową przewagę konkurencyjną nad uczciwymi, lub po prostu lokalnie działającymi konkurentami.

Tego rodzaju strukturalna długotrwała nierównowaga powoduje wypaczenie mechanizmów rynkowych, powstawanie monopoli, w konsekwencji uprzywilejowanie dużych firm kosztem małych, międzynarodowych kosztem lokalnych, dojrzałych kosztem nowych. Rynek przestaje działać, gospodarka rozwijać w efekcie tracą klienci. Nie tylko jako podatnicy, będąc zmuszani do płacenia wyższych podatków innego rodzaju, których wpływy muszą wypełnić dziurę po niezapłaconym CIT, ale także jako konsumenci, kupując towary droższe i niższej jakości, bo wyprodukowane w sytuacji zaburzenia gry rynkowej.

Problem jednak nie polega na tym, że CIT jest wspaniałym podatkiem. Problem polega na tym, że podatek przychodowy jako alternatywa jest jeszcze gorszy. Co prawda rozwiązuje problem kosztów jego ściągania. Jest prosty i jasny w obsłudze, jednoznaczny do obliczania i nie stwarza problemów interpretacyjnych nagminnie trapiących płacących podatek od zysków.

Co jest kosztem pozyskania przychodów co nie? Przepisy w tym względzie zmieniają się bardzo dynamicznie a urzędy skarbowe notorycznie wydają sprzeczne ze sobą interpretacje podatkowe. Na absurd zakrawa fakt, że aby taka interpretacja była formalnie dla urzędu wiążąca, podatnik musi uiścić dodatkowy haracz w wysokości 20 tys. PLN i interpretacja ta dotyczy wyłącznie jednej sprawy i wyłącznie płacącego za nią podatnika. Innymi słowy sam system zakłada, że inny podatnik w tej samej sprawie może otrzymać inną interpretację. Mało tego ten sam podatnik w innym czasie a w tej samej sprawie może liczyć się z odpowiedzialnością podatkową nawet wtedy gdy od tego samego urzędu otrzymał wiążącą decyzję w identycznym przypadku w przeszłości. Niestety podatek przychodowy ma jedną zasadniczą wadę – jest naliczany kaskadowo. Innymi słowy wysokość podatku zawarta w cenie usługi lub produktu zależna jest bezpośrednio od liczby ogniw pośrednich zaangażowanych w proces jego wytworzenia. Każdy kolejny podmiot od producenta surowca, do sklepu detalicznego przez kolejne szczeble produkcji, hurtownika, itp. musiałby naliczyć podatek przychodowy. Jego wprowadzenie miałoby zatem dwojakie skutki.

Po pierwsze towary importowane z zagranicy zyskałyby natychmiastową przewagę kosztową nad tymi wytworzonymi w Polsce. Nie byłby bowiem obłożone podatkiem przychodowym a jedynie podatkiem od zysków i to często nie płaconym przez międzynarodowych eksporterów. Po drugie wprowadzenie podatku naliczanego kaskadowo na każdym etapie obrotu gospodarczego powoduje, że jego całkowita kwota zawarta w cenie produktu jest zależna od liczby ogniw pośrednich. Krótko mówiąc nastąpiłaby ogromna presja do konsolidacji pionowej w całej gospodarce. Towary produkowane przez przemysłowe czebole kontrolujące proces produkcji od surowców do końcowego towaru sprzedawanego konsumentowi w sieci detalicznej zyskiwałyby potężną przewagę. Jeśli podatek przygodowy zgodnie z zapowiedzą przedstawiciela ZPP miałby wynosić średnio 3,9% to oznacza, że przy skromnie 5 ogniwach pośrednich stanowiłby już 21% ceny końcowego produktu.

To wyrok śmierci na drobnych dostawców. System podatkowy wymusiłby drastyczne skrócenie dostaw. Dostawcy, szczególnie mali i średniej wielkości, zostaliby przejmowani przez swoich odbiorców. Co więcej pomysłodawcy już na wstępie postulują nierówność w traktowaniu podatników ze względu na formę prowadzenia działalności. To zaskakujące, że ZPP czyli związek przedsiębiorców postuluje rozwiązania, które mają dyskryminować jego członków. W projekcie podatku przychodowego założono bowiem stawki podatkowe faworyzujące osoby prawne – 1,49% kosztem osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą – stawki od 1,5 – 15%, średnio 3,9 procenta. Potencjalny efekt wprowadzenia takich stawek jest dość oczywisty i nie trzeba być specjalistą podatkowym by przewidzieć skutki – prowadzenie działalności gospodarczej stałoby się w Polsce nieopłacalne. Przedsiębiorcy byliby zmuszeni do zakładania spółek i ponoszenia związanych z tym wysokich kosztów.

Podatkowo preferowane przedsiębiorstwa wyparłyby z rynku 3 miliony osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą. Koszty prowadzenia firm wzrosłyby drastycznie. Dziwię się jedynie, że najgorętszym zwolennikiem wprowadzenia systemu podatkowego, który w największym stopniu dyskryminuje drobnych przedsiębiorców prowadzących działalność gospodarczą na korzyć spółek a w największym stopniu międzynarodowych korporacji jest Związek Przedsiębiorców i Pracodawców czyli organizacji, która ma reprezentować interesy małych i średnich przedsiębiorców. Toż to oni właśnie – mali i średni przedsiębiorcy - stracą na tym podatku najwięcej kosztem swoich wielkich konkurentów lub dotychczasowych kontrahentów. Możliwe, że budżet zyska ale nie wiem od kiedy ZPP reprezentuje interesy budżetu? Nie dziwę się, że symbolem organizacji jest niedźwiedź. Promując podatek od przychodów ZPP oddaje swoim członkom zaiste niedźwiedzią przysługę.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...