Nie nowa bajka o dobrym carze i Jackiewiczu złym bojarze

Jarosław Kaczyński dostrzegł w końcu problem, o którym opozycja trąbiła głośno od początków jego władzy. Problem zawłaszczania państwa przez własnych akolitów, ludzi nowej władzy. „Reforma” administracji publicznej, „uzdrawianie” kolejnych sektorów gospodarki, „porządki” w spółkach skarbu państwa i prokuraturze były od początku zaplanowanym procesem „wymiany elit”.

Dziwi mnie niezmiernie oburzenie prezesa. Czyżby nie wierzył w sprawczą moc własnych haseł? Czyżby wątpił w omnipotencję własnej władzy? Przecież nie kto inny, lecz on sam dał sygnał swym działaczom do działania. Jak wódz zwycięskiej armii po udanym szturmie, dał własnym żołnierzom jednoznaczny sygnał – miasto jest wasze. I szeregi głodnych władzy i posad działaczy rzuciły się ochoczo na ten łup. Łup władzy i łup zwycięstwa. Wymiana kadr, jaka miała miejsce w ostatnich miesiącach, nie miała precedensów w przeszłości. Ustawą zmieciono służbę cywilną. Ustawą zmuszono do rezygnacji menadżerów w spółkach państwowych. Ustawą o administracji skarbowej uwalnia się teraz 65 tysięcy nowych stanowisk w lukratywnym urzędzie. Kto ma objąć te posady? Krasnoludki?

Czy żal prezesa do własnych podwładnych jest szczery? Bynajmniej. Śmiem twierdzić, że to wyrachowana, propagandowa gra. Gra nie nowa. Toczy się ona według starych dobrze sprawdzonych wzorów. Gdy car przeprowadzał czystki wśród wrogów, nie robił tego własnymi rękoma. Car mianował księcia. Księcia od brudnej roboty. To wierny książę ścinał wrogie głowy. To on stawał się symbolem terroru i przemocy. To on skupiał na sobie gniew ludu. Gdy misja była skończona.

Gdy wszystkie głowy sięgnęły już bruku, car z wielką troską pochylał się nad rozpaczą swego umęczonego ludu i ku radości podwładnych, ucinał złemu księciu głowę. A dzieło księcia już się dokonało. Co stało się, się nie odwróci. A car cieszył się sława sprawiedliwego - jedynego obrońcy uciśnionych. Sprawiedliwości stawało się zadość. Czy historia ministra Jackiewicza przypomina tę dobrze znaną bajkę? Tak, tym razem stało się tak samo. Jarosław Kaczyński poświęcił swego wiernego sługę. Dobry car walczy z „układem”, przecina „brudne sieci”, piętnuje „różnych cwaniaczków”. Trudno traktować te deklaracje poważnie.

O wszystkich nominacjach wiedział. Jak każdy autokrata przecież wie, że rozdawnictwo stanowisk, prawo do namaszczania jednych i zrzucania z piedestału innych, jest przecież kwintesencją jego władzy. Jak każdy rozsądny despota prezes jest wielkim kadrowym swych szeregów. Obietnicą synekur i ciepłych, dobrze płatnych posad, konsolidował te szeregi przez lata. Lata smuty, porażek i wstydu. Lata przegranych kolejnych wyborów. Nie ma wątpliwości jakimi kryteriami kieruje się wielki kadrowy. Antoni Macierewicz, wybitny generał jego armii, publicznie potwierdził, że najważniejszą cecha urzędnika jest wierność swojemu partyjnemu suwerenowi. Armia działa realizują plan głoszony otwarcie przez wodza – tworzymy nowe elity. Nowe elity na gruzach starego porządku.

I Jackiewicz ten plan starannie wykonał, mianując tysiące Misiewiczów. Nie on jeden. Wszyscy ministrowie tego rządu powinni podać się do dymisji z tego samego powodu - tworzenia sitw i koterii znajomków. Korupcja i nepotyzm nigdy nie miały tej skali co teraz. Dymisja Dawida Jackiewicza to propagandowy zabieg, nic więcej. Trudno uwierzyć, że „wygaszanie” ministerstwa skarbu nie było z góry założoną taktyką, dobrą wymówką do nieuchronnego końca „złego księcia”. Wielki strateg napisał przecież jego rolę już dawno. A że książę odchodzi w infamii – cóż Jackiewicz nie uczył się chyba dobrze historii. Gdyby ją znał, znałby także postać jaką ma w niej odegrać. Wraz ze smutnym tej postaci końcem. Strzeżcie się arystokraci tej władzy. Was też czeka ten los. Niechybnie. Logika czystek ma swą dynamikę. Poświęcane będą kolejne głowy. To tylko kwestia czasu i doraźnych potrzeb. Beata Szydło będzie następna. To ona zapłaci Trybunałem Stanu za zamach na polską demokrację. Prezes pozostanie bezkarny.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...